Przejdź do treści
Lumeo
Zarejestruj się
Wróć do książki

Kluczowa idea 1. Kibicujesz wszystkim dookoła, tylko nie sobie

Był trudny poranek. Mel Robbins stała przed lustrem w łazience, wyczerpana i przygnieciona listą spraw, które miała tego dnia załatwić. W myślach przelatywała wszystko, co jest z nią nie tak. I wtedy, zupełnie bez zastanowienia, uniosła rękę i przybiła piątkę własnemu odbiciu. Nie wydarzyło się nic poza tym, że po raz pierwszy od dawna poczuła iskrę zachęty. Nazajutrz zrobiła to samo.

 

Gest wydaje się błahy, dopóki nie zastanowisz się, czym właściwie jest. Robbins zauważa, że przybita piątka nigdy nie była zwykłym klaśnięciem dłoni o dłoń. To przekazanie energii i wiary od jednego człowieka do drugiego, i dlatego towarzyszy zwycięstwom, powrotom do zdrowia i pierwszym krokom dziecka. Cały nawyk polega na tym, że kierujesz ten przekaz do siebie, codziennie rano.

 

Komentarz Lumeo 
Drugiego października 1977 roku, w ostatnim meczu sezonu zasadniczego, Dusty Baker z Los Angeles Dodgers zdobył swojego trzydziestego home runa. Przy płycie boiska czekał na niego kolega z drużyny, Glenn Burke, z ręką wyciągniętą wysoko nad głowę. Baker nie miał pojęcia, co z tą ręką zrobić, więc po prostu w nią uderzył. Ten odruch uchodzi za pierwszą udokumentowaną przybitą piątkę, choć o pierwszeństwo upomina się też drużyna koszykarska z Louisville. Gest, który dziś wygląda na odwieczny, ma więc mniej niż pięćdziesiąt lat i powstał z zakłopotania, bo dwóm ludziom zabrakło gotowego sposobu na okazanie sobie uznania. Znaczenie nadało mu dopiero użycie, powtórzone potem na boiskach, w szkołach i na ulicy. Gesty, którymi się nawzajem podnosimy, nie są instynktem. Są wynalazkiem, który ktoś kiedyś zrobił pierwszy raz, nie wiedząc, że coś wynajduje.

 

 

Asymetria, której nie zauważamy

 

Kibicowanie innym przychodzi nam bez wysiłku. Dopingujesz partnera przed trudną rozmową, chwalisz dziecko za byle rysunek, klepiesz kolegę po plecach po udanej prezentacji, a na trasie maratonu wyciągasz rękę do kogoś, kogo widzisz pierwszy i ostatni raz w życiu. Robbins zwraca uwagę, że jest dokładnie jedna osoba, wobec której tego nie robimy. To my sami. Gdy stajemy przed lustrem, zamiast dodać sobie otuchy, rozbieramy się na części.

 

Zamiast kibicować, odkładamy świętowanie na później. Uznanie ma przyjść po awansie, po zrzuceniu wagi, po skończonym projekcie, czyli dopiero wtedy, gdy na nie zasłużymy. Autorka nazywa to pułapką warunkowej wartości własnej, a jej logika jest bezlitosna. Jeśli czekasz, aż poczujesz się godny, zanim zaczniesz być dla siebie dobry, będziesz czekał bez końca. Koleżance po awansie powiesz „zasłużyłaś” bez chwili wahania. Sobie po tym samym awansie powiesz „no, w końcu” i wrócisz do listy zadań.

 

Czytaj dalej za darmo

To dopiero początek tej idei. Zarejestruj się i odblokuj słuchanie na 7 dni za darmo.

  • Pełna analiza tej książki i 280+ innych
  • Wersje audio MP3 do każdej idei
  • Infografiki, notatki, PDF do pobrania
  • 7 dni za darmo, bez karty, bez zobowiązań