Przejdź do treści
Wróć do książki

Kluczowa idea 1. Żyjesz we śnie, którego nie wybrałeś

We wstępie Ruiz snuje opowieść sprzed trzech tysięcy lat. Jej bohater szkoli się na uzdrowiciela, a mimo to nie opuszcza go poczucie, że życie nie kończy się na tym, czego go uczą. Pewnego razu zasypia w jaskini i ogląda we śnie własne, śpiące ciało. Słyszy też swój głos, który mówi mu, że jest zrobiony ze światła i z gwiazd. Spogląda w niebo i pojmuje, że to nie gwiazdy dają światło, lecz gwiazdy biorą się ze światła. Stąd wyprowadza wniosek, że wszystko jest Bogiem, a człowiek jest w swojej istocie czystą miłością i czystym światłem.

 

Od tej pory ludzie wyglądają dla niego jak lustra, w których odbija się to samo światło. Nie mogą się jednak w sobie rozpoznać, bo oddziela ich dym. Bohater próbuje o tym mówić, ale nikt go nie rozumie, i wtedy dociera do niego, że wszyscy wokół śnią. Żeby nie stracić tego widzenia, przyjmuje imię Przydymione Lustro. Dym oznacza tu sen ludzkości, a lustro tego, kto śni.

 

Komentarz Lumeo 
Toltekowie, których Ruiz przedstawia jako starożytną społeczność z południowego Meksyku, w opracowaniach historycznych wyglądają inaczej. Britannica lokuje ich w środkowym Meksyku, z ośrodkiem w Tollan, w pobliżu dzisiejszej Tuli, a ich panowanie datuje na okres od X do XII wieku naszej ery. Także słowo „nagual”, którym książka nazywa mistrza tej tradycji, spopularyzowały książki Carlosa Castanedy, których autentyczność podważył Richard de Mille. Ruiz wywodzi swoją naukę od rodziny, a niezależnego potwierdzenia tej linii nie znaleźliśmy. Rady z książki nie tracą przez to sensu, ale opowieść o Przydymionym Lustrze rozsądniej czytać jak przypowieść niż jak udokumentowaną historię, a same umowy oceniać po tym, co zmieniają w Twoim życiu.

 

Z tej opowieści autor przechodzi do tezy, która dotyczy już Ciebie. To, co bierzesz za rzeczywistość, też jest snem. Umysł zajmuje się według Ruiza przede wszystkim śnieniem, także wtedy, gdy nie śpisz. Zanim przyjdziesz na świat, poprzednie pokolenia zdążą ułożyć to, co nazywa snem planety. To wielki sen zbiorowy, spleciony ze snów poszczególnych osób, który obejmuje prawo, religię, kulturę i rząd. Dziecko ma wrodzoną zdolność śnienia, ale tego, jak ma śnić, uczą je już dorośli.

 

Ich narzędziem jest uwaga, przez którą Ruiz rozumie umiejętność skupienia się na tym, co chcemy dostrzec. Rodzice, nauczyciele i duchowni wciąż na nowo przyciągają uwagę dziecka i przez powtarzanie wpajają mu cały ten świat. Samo usłyszenie jednak nie wystarcza. Autor podkreśla, że wiadomość zostaje w głowie dopiero po wyrażeniu zgody, a zgoda oznacza już wiarę, i to bezwarunkową. Dziecko zaś nie ma tu żadnego wyboru, podobnie jak przy własnym języku czy imieniu. Z takich uzgodnionych informacji powstają przekonania, a z nich z czasem cały sposób życia.

 

Czytaj dalej za darmo

To dopiero początek tej idei. Wypróbuj Lumeo Premium – 7 dni bez opłat.

  • Pełna analiza tej książki i 370+ innych
  • Wersje audio MP3 do każdej idei
  • Infografiki, notatki, PDF do pobrania
  • 7 dni bez opłat, anulujesz w każdej chwili