Efektywny altruizm – dlaczego dobro zaczęto liczyć w kalkulatorze i co poszło nie tak

Idziesz rano do pracy skrótem przez park. Mijasz płytki staw i widzisz w nim trzyletnie dziecko, które tonie. Woda sięga Ci do kolan, nie musisz umieć pływać – wystarczy wejść i je wyciągnąć. Jest tylko jeden problem: masz na sobie ubranie, które w tym błocie przepadnie.
Nikt się nad tym nie zastanawia. Ubranie kosztuje tyle, co ubranie.
Ten eksperyment myślowy wymyślił w 1971 roku australijski filozof Peter Singer. Inspiracją był głód wśród uchodźców wojny o niepodległość Bangladeszu. Rok później Singer opublikował go w eseju Famine, Affluence, and Morality i dołożył do niego zdanie, które od pół wieku nie daje spokoju: dziecko w stawie i dziecko po drugiej stronie świata dzieli wyłącznie odległość. A odległość nie jest kategorią moralną. Jeśli wyciągnąłbyś jedno, to niewysłanie pieniędzy na drugie jest moralnie tym samym, co minięcie stawu, żeby nie zabłocić butów.
Z tego jednego akapitu wyrósł ruch. Nazwano go efektywnym altruizmem. Zaczął od pytania, jak pomagać skuteczniej, doszedł do porównywania organizacji charytatywnych tak, jak porównuje się inwestycje, przesunął miliardy dolarów – a potem rozbił się o człowieka, który był jego twarzą.
W tym artykule przyjrzymy się, czym dokładnie jest efektywny altruizm, jak liczy się w nim dobro, dlaczego Nate Silver umieścił go po jednej konkretnej stronie mapy świata i co mają do powiedzenia ci, którzy uważają, że tej matematyki po prostu nie da się zrobić.
Czym jest efektywny altruizm i skąd się wziął
Efektywny altruizm to filozofia i ruch społeczny zbudowany wokół jednego pytania. Skoro masz do wydania określoną sumę, jak sprawić, żeby pomogła najbardziej? Kwestia tego, czy w ogóle dawać, zostaje z boku. Liczy się, gdzie te same pieniądze uratują najwięcej osób.
Fundamentem jest bezstronność. Dziecko z sąsiedniej ulicy i dziecko, którego imienia nigdy nie poznasz, mają w tym rachunku dokładnie tę samą wagę. Nasze współczucie działa odwrotnie, bo rośnie wraz z bliskością. Widzimy twarz, słyszymy historię, reagujemy mocniej. Efektywny altruizm traktuje tę reakcję jak błąd pomiaru.
Droga od eseju Singera do prawdziwego ruchu zajęła prawie czterdzieści lat. W 2009 roku dwaj etycy z Uniwersytetu Oksfordzkiego, Toby Ord i William MacAskill, uruchomili organizację Giving What We Can. Ord zakładał ją razem z żoną, Bernadette Young, wtedy lekarką w trakcie specjalizacji. Zaczynali w dwadzieścia trzy osoby.
Zasada obowiązywała jedna. Każdy członek zobowiązywał się oddawać co najmniej dziesięć procent dochodu przez całe życie zawodowe, z przeznaczeniem na walkę z ubóstwem. Deklaracja obejmowała kilkadziesiąt lat z góry, więc odruchowy gest po obejrzeniu wieczornych wiadomości nie mieścił się w tej formule. Założyciele mówili wprost, że inspiracją był esej Singera z 1972 roku.
Dwa lata później MacAskill współtworzył Centre for Effective Altruism, a mniej więcej w tym samym czasie organizację 80,000 Hours, doradzającą, jak wybrać karierę o największym pozytywnym wpływie. Z klubu darczyńców zaczęła wyrastać infrastruktura – rankingi organizacji, badania, doradztwo zawodowe i coraz poważniejsze pieniądze.
I tutaj zaczyna się część, która odróżnia efektywny altruizm od zwykłej dobroczynności. Skoro pomoc da się porównywać, da się ją też zmierzyć. A skoro da się zmierzyć, ktoś musi ustalić jednostkę.
Jak się liczy dobro, czyli ile kosztuje uratowane życie
Żeby porównywać pomoc, trzeba mieć jednostkę. Efektywny altruizm najczęściej sięga po QALY, czyli rok życia skorygowany jakością. Liczy się go prosto – mnożysz liczbę lat zyskanych dzięki interwencji przez jakość życia w tych latach, ocenianą w skali od zera do jedynki. Wynik przelicza się na lata przeżyte w pełnym zdrowiu.
To narzędzie nie powstało w Oksfordzie. QALY od lat używa polska Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, oceniając, czy dana terapia powinna trafić na listę refundacyjną. Za każdym razem, gdy ktoś rozstrzyga, czy publiczne pieniądze pójdą na jeden lek czy na drugi, ta jednostka gdzieś w tle pracuje.
Efektywny altruizm zrobił z nią jedną rzecz więcej. Podzielił ją przez pieniądze. Miarą staje się liczba lat życia w dobrym zdrowiu, którą kupujesz za jednego dolara, a organizacje charytatywne przestają być kwestią sympatii i stają się pozycjami na liście.
Tak działa GiveWell, organizacja oceniająca skuteczność zbiórek. W latach 2022–2024 pieniądze, które skierowała do Against Malaria Foundation, kupowały moskitiery nasączone środkiem owadobójczym. Szacowany średni koszt uratowania jednego życia wyniósł w tym okresie około pięciu tysięcy dolarów. W samym 2024 roku GiveWell rozdysponował 397 milionów dolarów, z czego 150 milionów poszło właśnie na moskitiery.
Można się z tą arytmetyką spierać i zaraz to zrobimy. Trudno jednak udawać, że nie ma ona przewagi nad odruchem. Zbiórka, która wzrusza najbardziej, i zbiórka, która ratuje najwięcej osób, rzadko okazują się tą samą zbiórką.
Z tej samej logiki wyrosła strategia nazwana earning to give. Zamiast iść do pracy w organizacji humanitarnej, wybierasz najlepiej płatny zawód i oddajesz znaczną część zarobków, bo za te pieniądze ktoś inny zrobi więcej, niż Ty zrobiłbyś własnymi rękami. W wersji promowanej przez 80,000 Hours mowa o co najmniej dwudziestu procentach dochodu u osób zarabiających powyżej średniej w krajach zamożnych.
Warto odnotować, co stało się z tą strategią dalej, bo rzadko się o tym wspomina. Od około 2015 roku 80,000 Hours wycofało się z jej promowania na rzecz pracy bezpośredniej, głównie badań, rzecznictwa i polityki publicznej. MacAskill tłumaczył później, że przekonanie o skupieniu organizacji na earning to give jest jednym z najczęstszych nieporozumień na jej temat.
Rzeka i Wioska, czyli gdzie na mapie leży efektywny altruizm
Nate Silver, statystyk znany z prognozowania amerykańskich wyborów i twórca portalu FiveThirtyEight, napisał ponad sześciusetstronicową książkę o ludziach, którzy zawodowo podejmują ryzyko. Po polsku ukazała się w październiku 2025 roku jako Na krawędzi. Największym ryzykiem jest niepodejmowanie ryzyka. Efektywny altruizm dostał w niej własne miejsce na mapie i jest to miejsce zaskakujące.
Silver dzieli świat na dwa obozy. Wioska to establishment – Harvard, „New York Times”, akademia, media, administracja państwowa. Instytucje, które budują autorytet przez konsensus, procedurę i reputację. Rzeka to poker, zakłady sportowe, quant finance, krypto, przedsiębiorcy technologiczni i środowisko racjonalistów. Ludzie, którzy budują autorytet przez trafność zakładu.
Efektywny altruizm Silver umieszcza po stronie Rzeki. To rzeczny sposób czynienia dobra, w którym decyzje o oddawaniu pieniędzy zapadają na podstawie rachunku i argumentu analitycznego, z jasno postawionym celem maksymalizacji wyniku. Rzeka jest przy tym gotowa iść wbrew modzie i wbrew zdrowemu rozsądkowi, jeśli liczby każą jej iść w tę stronę.
I tu pada zarzut, który brzmi mocniej dlatego, że autor sam wywodzi się z tego świata pokera i liczb. Rzeka jest szczególnie podatna na uproszczenie i pychę. Jej zdolność liczenia wartości oczekiwanej bywa wyraźnie gorsza, niż sama zakłada, a źle policzone zakłady zostawiają po sobie zgliszcza.
Warto zestawić to z pojęciem, które Nassim Nicholas Taleb opisał w książce Na własne ryzyko. Chodzi w niej o skin in the game, zasadę mówiącą, że kto podejmuje decyzję, ten powinien ponosić jej konsekwencje. Gracz przy stole ryzykuje własnymi pieniędzmi, więc błąd w rachunku uderza w niego samego. Kiedy ten sam rachunek dotyczy życia ludzi, których nigdy nie zobaczysz, pomyłka ląduje gdzie indziej. Arytmetyka o tej różnicy nie mówi nic.
Sam Bankman-Fried i zakład, którego nie da się wygrać
Przez kilka lat efektywny altruizm miał twarz. Sam Bankman-Fried, założyciel giełdy kryptowalut FTX, był earning to give w skali przemysłowej, bo zarabiał ogromne pieniądze wprost po to, żeby je oddać. Uruchomiony w lutym 2022 roku FTX Future Fund, którego był głównym fundatorem, rozdał w ciągu kilku miesięcy ponad 190 milionów dolarów. Szacowano, że w tamtym roku odpowiadał za nawet czterdzieści procent wszystkich grantów w longtermistycznej części ruchu.
W listopadzie 2022 roku wyszło na jaw, skąd te pieniądze pochodziły. Bankman-Fried latami zapewniał klientów, że ich depozyty leżą bezpiecznie i oddzielnie od majątku firmy. W rzeczywistości przelewał je miliardami do Alameda Research, własnego funduszu inwestycyjnego, i obracał nimi na własny rachunek, kupował nieruchomości i finansował darowizny. Kiedy klienci ruszyli po swoje pieniądze, w kasie FTX brakowało ośmiu miliardów dolarów. Giełda upadła w ciągu kilku dni.
Cały zespół Future Fundu podał się do dymisji, razem z Willem MacAskillem, jednym z ludzi, którzy trzynaście lat wcześniej zakładali Giving What We Can w Oksfordzie. W marcu 2024 roku Bankman-Fried usłyszał wyrok dwudziestu pięciu lat więzienia za oszustwo i pranie pieniędzy, z obowiązkiem zwrotu jedenastu miliardów dolarów.
Sama afera jest jednak w tej historii najmniej ciekawa. Osiem miesięcy przed upadkiem, w marcu 2022 roku, Bankman-Fried udzielił wywiadu ekonomiście Tylerowi Cowenowi i opisał w nim swój sposób liczenia.
Cowen zapytał, czy utylitarysta powinien być neutralny wobec ryzyka, kiedy stawką jest dobrobyt społeczny. Bankman-Fried odpowiedział, że zdecydowanie powinien. Cowen zaproponował więc grę. Z prawdopodobieństwem 51 procent gdzieś we wszechświecie powstaje druga Ziemia, identyczna z naszą, więc liczba żyjących ludzi podwaja się. Z prawdopodobieństwem 49 procent znika wszystko, co istnieje. Dla utylitarysty taki rachunek wychodzi dodatni, bo w oczekiwaniu dobra jest więcej. Zagrasz? I będziesz grał dalej, podwajając stawkę?
Bankman-Fried odpowiedział, że tak. Jego jedyne zastrzeżenie było techniczne, bo chciał mieć pewność, że chodzi o osobne, nieoddziałujące na siebie wszechświaty. W jednym wszechświecie druga Ziemia mogłaby przecież nie podwoić wartości, skoro ludzie i tak by ją kiedyś skolonizowali. Co do tych czterdziestu dziewięciu procent, przy których znika wszystko, wątpliwości nie zgłosił żadnych.
Cowen wskazał wtedy rzecz oczywistą, czyli że przy powtarzaniu takiej gry prawdopodobieństwo, że cokolwiek zostanie, dąży do zera. Bankman-Fried odparł, że tą samą drogą można równie dobrze trafić w istnienie o ogromnej wartości. „To jest ta druga możliwość”.
Nikt nie potraktował tego wtedy jako ostrzeżenia. A jest to dokładnie ten sam rachunek, który kilka miesięcy później zastosowano do cudzych pieniędzy.
Czego nie da się policzyć
Zarzuty wobec efektywnego altruizmu przychodzą z czterech różnych stron i nie układają się w jedno stanowisko. Warto je rozdzielić, bo każdy trafia gdzie indziej.
Pierwszy padł na długo przed powstaniem ruchu. W 1981 roku brytyjski filozof Bernard Williams opublikował w zbiorze Moral Luck esej Persons, Character, and Morality. Opisał w nim człowieka, który może uratować tylko jedną z dwóch osób znajdujących się w równym niebezpieczeństwie. Jedną z nich jest jego żona. Ratuje ją.
Williams pyta, co się dzieje, gdy ten człowiek zaczyna się bronić przed zarzutem stronniczości i sięga po uzasadnienie moralne tłumaczące, dlaczego wolno mu było wybrać żonę. Odpowiedź brzmi, że jest to o jedną myśl za dużo. Ktoś, kto potrzebuje teorii etycznej, żeby uratować własną żonę, łączy się już z nią inną relacją niż ta, o którą tu chodziło.
Symetria z Singerem jest niemal doskonała. U Singera tonie dziecko i wniosek brzmi, że bliskość nie ma znaczenia moralnego. U Williamsa tonie żona i wniosek jest odwrotny, bo bezstronność wobec najbliższych niszczy coś, czego rachunek w ogóle nie widzi.
Drugi zarzut dotyczy samej jednostki miary. QALY sprawdza się przy porównywaniu terapii, bo tam istnieje wspólny mianownik w postaci lat i zdrowia. Kłopot pojawia się, gdy tą samą miarą zaczyna się wyceniać wszystko inne. Krytycy wskazują, że efektywni altruiści sięgają po nią nagminnie także tam, gdzie wspólnego mianownika nie ma.
Trzeci zarzut jest polityczny. Efektywny altruizm działa przez prywatną filantropię i pozostaje ruchem apolitycznym, więc przyjmuje zastany porządek gospodarczy jako tło i próbuje go poprawiać doraźnie. Magazyn Kontakt streścił to w samym tytule swojego tekstu, pisząc o efektywnym altruizmie i nieefektywnym kapitalizmie. Pieniądze na moskitiery pochodzą z systemu, który współtworzy część problemu.
Czwarty zarzut wyrósł z wnętrza ruchu. Longtermizm, którego najgłośniejszym rzecznikiem jest MacAskill w książce Co jesteśmy winni przyszłości, opiera się na trzech przesłankach. Przyszłe pokolenia są ważne, będzie ich bardzo dużo, a to, co robimy dzisiaj, wpłynie na ich życie. Na każdą osobę żyjącą obecnie może przypadać tysiące ludzi w przyszłości.
Jeśli potraktować tę arytmetykę dosłownie, zaczyna ona uciekać. Dowolne cierpienie dzisiaj daje się przeważyć dostatecznie dużą liczbą hipotetycznych istnień. Polska krytyka nazywa to religią z przyszłością albo ideologiczną wymówką dla technologicznego przyspieszenia. Zarzut Silvera o pychę Rzeki wraca tu w najczystszej postaci.
Wyzwanie dla Ciebie
|
Podsumowanie
Efektywny altruizm wziął pytanie, które większość ludzi zbywa odruchem, i potraktował je z pełną powagą. Rezultatem są moskitiery kupione za pieniądze, które inaczej poszłyby na zbiórkę wybraną według tego, które zdjęcie mocniej wzruszało. Trudno udawać, że to nic.
Siłą i słabością tego ruchu jest ta sama rzecz. Rachunek pozwala porównywać to, czego wcześniej nikt nie porównywał, i jednocześnie nie widzi niczego, czego nie da się wpisać do tabeli. Wszystkie cztery zarzuty z tego artykułu wskazują w to samo miejsce. Williams wskazuje relację, której nie da się zważyć, krytycy QALY dobra bez wspólnego mianownika, zarzut polityczny system stojący za pieniędzmi, a longtermizm to, co się dzieje, gdy rachunek traci granicę.
Najbardziej niepokojący w całej tej historii pozostaje wywiad z marca 2022 roku. Bankman-Fried opisał publicznie logikę, w której warto postawić na szali cały świat, i nikt nie zareagował, ponieważ od wewnątrz rachunku wszystko się zgadzało. Błąd był widoczny wyłącznie z zewnątrz, a z zewnątrz nikt wtedy nie patrzył.
Dziecko w stawie wciąż tonie i argument Singera nadal trudno zbyć machnięciem ręki. Prawdziwe pytanie brzmi raczej, które ze swoich decyzji byłbyś gotów oddać kalkulatorowi, a przy których poczułbyś, że sięganie po niego jest o jedną myśl za dużo.



